O autorze
Jestem trochę każdym z was, a trochę nigdy nim nie będę. Wiem czego chce od życia i jest to czas na sen i podróże. Ale głównie chce pieniędzy, bo jakoś ciężko związać koniec z końcem. Do pracy w korporacji nie nadaję się zupełnie. Najlepiej nadaję się do leżenia na plaży.

Myślałam, że Mordor się już przejadł i przereklamował

O, przereklamował, jakie to dosłowne i prawdziwe. Na nikim, kto miał cokolwiek do czynienia z pracą na przemysłowym Służewcu nie robią wrażenia korki, zapchane autobusy, parkowanie w błocie kilometr od pracy - bo przecież po to masz samochód, żeby sobie spacerować, to oczywiste.

Żadna zawodowa frustracja też już na nikim nie robi wrażenia, junior brand menago albo już dawno awansował albo rzucił to w cholerę i robi startup na hamaku w jakimś przyjemnym piaskowo-turkusowym miejscu. Ewentualnie po roku prób i płacenia ZUSu z zebranych w korpo oszczędności poddał się, bo zjadł go problem z cashflow i absurdalnie długimi terminami płatności lub ogólnym brakiem chęci zapłacenia jakiejkolwiek faktury.

No bo przecież panie Mietku, panu namalować to migiem, to czemu to tyle kosztuje? Kiedy zapłacimy? No jak będą pieniądze, to zapłacimy. Spokojna głowa, panie Mietku. A zrobi nam pan tutaj ten plik, z tymi do druku, spadami, to jak pan to skończy, to ja to pocisnę w księgowości, wie pan, pomożemy sobie nawzajem? Mhm.

Czyli wieczne nigdy. Czyli trochę mobbing, trochę szantaż, czyli norma i klasyk. Polska mentalność spotkała się z płaceniem za pracę i zupełnie się nie polubili. No i ten ZUS w kwocie nie do przeżycia dla trzyosobowej, malutkiej firemki, co dzierga sobie graficzki.

ZUS generalnie zjada sporą część naszych zarobków, które nie oszukujmy się, w porównaniu do innych krajów wypadają naprawdę marnie. Zjada, bo przedwczoraj koleżanka zaplanowała kiedy będę chorować w zbliżającym się półroczu i zapisałam do lekarza „na zaś”. Ja chyba też powinnam tak zrobić, jak widać ludzie tak robią. Czyli wiadomo skąd takie kolejki.

Zjada, bo ilu z nas może kupić sobie fajny telewizor za jedną pensję i jeszcze, żeby zostało na życie? No tak, tylko po co ci telewizor? Co było pierwsze - słaby content w pudle czy moda na nieposiadanie telewizora?
Te i inne pytania pojawiają się z prędkością światła – to chyba normalne, jak większą część młodego, zawodowego życia spędzam w komunikacji miejskiej. Najczęściej w korku. Jest gdzie sobie pomyśleć. Postanowiłam to zatem przepisać.

Będzie o naszym codziennym, pracowym świecie.

Będzie o nas, warszawskich Polakach. „Piękni, młodzi, niewyspani” przeczytałam gdzieś w „internetach”. Funkcjonujemy w dużym stopniu dzięki dodatkowym pomocom takim jak terapie, leki uspokajające, nasenne i oczywiście chwilówki i karty kredytowe. Nie robi na nas już wrażenia Mordor i cała jego mikrokultura. Chyba ta szara codzienność dała nam się tak we znaki, że nie robi na nas już wrażenia nic.

Będę tu też krytykować i narzekać, będę trochę sie denerwować, trochę frustrować i trochę generalizować.

Jeden z wykładowców na mojej uczelni, na samym początku powiedział nam, że nie można rozwijać nauki o ludziach bez generalizacji. Wiec to, proszę, wybaczcie. Ja wiem, że każdy jest wyjątkowy.
Głównie jednak będzie pozytywnie. Poranna zawiecha nad błękitem nieba i popołudniowa radość z wyrwania się po pracy na film na festiwalu. Łączy nas szara Polska codzienność, która ani szara, ani nieciekawa. Mordor to stan umysłu, który ma czasem fajne oblicze.
Trwa ładowanie komentarzy...